- Ucztę czas zacząć - W wielkiej sali rozbrzmiał donośmy głos starego dyrektora
Na długich stołach pojawiły się góry jedzenia. Było tam wszystko a nawet więcej. Wszyscy zabrali się do jedzenia.
Chciałam podnieść jedno z jabłek w karmelu kiedy z pod stołu wyłoniła się świetlista głowa ducha.
- Niall! - Podniosłam głos lekko poddenerwowana - Nie strasz
- Wybacz Emm - Uśmiechnął się lekko i uniósł się nad stołem - Jak tam po wakacjach - Zapytał Siadając pomiędzy mną a Tomem
- Dobrze, razem z rodzicami byłam w wesołym miasteczku i w ogóle spędzaliśmy dużo czasu razem - Uśmiechnęłam się
- ... - Wszyscy oprócz Lilly popatrzyli na mnie jak na idiotkę
- Wesołe miasteczko to takie miejsce gdzie się karuzele i ... - Oni nadal nie rozumieli - Nie ważne. A jak tam u ciebie
- Tak jak zwykle, wiesz że nie mogę się nigdzie ruszać z zamku.
- No fakt, zapomniałam - Kiwnęłam głową - Ale na pewno się dobrze bawiłeś
- Nie było źle. Odnowiliśmy wam dormitorium - Powiedział z dumą
- Super, już nie mogę się doczekać
- A co tam u was... Tom? - Zapytał moich przyjaciół
- Rodzice polecieli gdzieś do Transylwanii. Podobno śmierciożercy mają tam jakąś robotę do załatwienia. - Powiedział bez emocji - Ale poza tym spoko - Uśmiechnął się blado
- A u mnie... hmm... - Zamyśliła się Lill - Tata się dowiedział że mama jest czarownicą, nieźle im wstrząsnęło. Chyba szykuje się rozwód - Zaśmiała się
Kolacja się skończyła i razem ze swoimi prefektami udaliśmy się do dormitoriów. Liam stanął przed dużym obrazem na końcu wąskiego korytarza i dość cicho wyszeptał hasło: Śmierć ślizgonom - Uśmiechnęłam się pod nosem.
Kobieta na obrazie kiwnęła głową i gestem ręki pozwoliła nam wejść. Drzwi drgnęły i po chwili ich miejsce zajmowała duża dziura w ścianie. Weszliśmy wszyscy do środka.
Wnętrze faktycznie zostało odnowione. Teraz ściany były pomalowane w głębokim odcieniu czerwieni. Na środku stały trzy skórzane kanapy a przed nimi w ścianie wbudowany był kominek z płonącym ogniem. Po lewej jak zwykle były schody prowadzące do sypialni. Po prawej stały regały z księgami zaklęć i jakieś mapy. Ogólnie to było bardzo klimatyczne pomieszczenie. Gdzieś w głębi pokoju stały stoliki do odrabiania zadań, stojaki na miotły i takie tam. Razem z Lilli i kilkoma innymi gryfonkami weszłyśmy po krętych kamiennych schodach na górę. Znalazłyśmy się w pomieszczeniu które było sypialnią dziewczyn. Było tam około 20 łóżek. Każde zaścielone było czerwoną pościelą z godłem Hogwartu. Baldachimy były związane złotymi wstążeczkami. Pod sufitem wisiał piękny żyrandol a na środku stały małe stoliki otoczone fotelami.
Rzeczą która jeszcze rzuciła mi się w oczy był mały piecyk stojący w rogu pomieszczenia. Na reszcie będzie to ciepło w zimie. Moje łózko znajdowało się na samym końcu sypialni i jeden z jego boków przylegał do wielkiego okna z którego był widok na dom gajowego i bijącą wierzbę a dalej zakazany las. Położyłam walizki na podłodze i otworzyłam skrzynię stojącą obok łóżka. Z buta wyjęłam moją dziesięcio-calową różdżkę z winorośli z rdzeniem ze smoczego serca. Pamiętam jak bym dzisiaj kupiła ją w sklepie Olivandera.
Skierowałam ją na walizki i machnęłam kilka razy. Ubrania wyskoczyły z toreb i już po chwili leżały poukładane w skrzyni. Brakowała mi tego - bo nie możemy czarować poza szkołą - Na dworze robiło się już ciemno, było około 9 wieczór. Wszyscy zmęczeni podróżą kładli się do łóżek. Ja też tak zrobiłam. Położyłam się na moim lewym boku - odwrócona w stronę okna i wpatrywałam się w widok za nim.
Westchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Zasnęłam. Co mi się śniło, nie jestem pewna, ale to była chyba para dużych zielonych oczu. Cały czas. Obudziło mnie skrzeczenie mojej sowy.
- Hedwigo, na prawdę musisz teraz latać - Westchnęłam a ptak kiwnął głowa.
Czasem mam wrażenie że mnie rozumie
- No dobra, ale masz wrócić przed śniadaniem - Powiedziałam stanowczo i przysunęłam klatkę ptaka do dużego okna które wcześniej uchyliłam.
Ptak rozwinął swoje śnieżnobiałe skrzydła i radośnie pohukując wyleciał na zewnątrz.
Nie chciało mi się już spać. Otworzyłam kufer z ubraniami i wygrzebałam z niego pelerynę niewidkę. Przeszukiwałam jeszcze kufer w poszukiwaniu mapy Huncwotów ale nigdzie jej nie było. Machnęłam więc różdżką mówiąc: Accio mapa a z pomiędzy ubrań i innych rzeczy w kufrze wyleciał kawałek starego papieru. Rozłożyłam go na stoliku i cicho powiedziałam: uroczyście przysięgam że knuje coś niedobrego. Na wcześniej pustych stronach pożółkniętego papieru pojawił się plan zamku i położenie wszystkich znajdujących się w nim osób. Okryłam się peleryną i teraz już jako niewidzialna postać ruszyłam na małą nocną przechadzkę.
Najpierw udałam się do lochów by w sali do eliksirów zastawić pułapkę na Snapea. Wyczarowałam bogina którego potem umieściłam w szufladzie biurka.
Zaczęłam się rozglądać w celu znalezienia jakiegoś przydatnego eliksiru, ale ponieważ usłyszałam kroki szybko stamtąd uciekłam.
Ponieważ poczułam że jestem głodna udałam się do kuchni. To co tam zastałam nie było dla mnie nowością. W dużym pomieszczeniu było około 200 skrzatów domowych. Zdjęłam moją pelerynę, ponieważ one nie mogły mi nic zrobić. Podeszłam do jednego z nich.
- Podać coś panience? - Zapytał wesoły że kogoś widzi
- A macie możne sok z dyni? - Zapytałam grzecznie
- Tak - Zniknął na chwilę a po jakimś czasie wrócił z szklaną butelką w rękach i jedną porcją ciasta - Proszę. A na deser ciasto z dyni.
- Dziękuje bardzo.
Usiadłam przy stole w towarzystwie kilku skrzatów i zaczęłam jeść podany przez nich posiłek. Po skończeniu czynności podziękowałam i ruszyłam na dalszą przechadzkę po zamku. Chciałam udać się do ogrodu, ale poczułam jak ktoś na mnie wpada. W sumie nie dziwne. W końcu jestem nie widzialna.
Upadłam na plecy z peleryna się ze mnie zasunęła.
- Black? - Zdziwił się chłopak
- Styles! - Warknęłam - Masz mi coś miłego do powiedzenia czy mogę sobie iść - Pozbierałam się z podłogi
- Ja tobie zawsze, ale pamiętaj... widzimy się na boisku - Zaśmiał się szyderczo i odszedł
No tak jutrzejszy mecz guiddicha - Strzeliłam się ręką w czoło - Gramy ze Slytherinem a ja i Styles jesteśmy szukającymi naszych drużyn.
Tak się tym zdołowałam że aż odechciało mi się włóczyć po zamku. Wróciłam więc do dormitorium, gdzie zastałam siedzącą na parapecie Hedwige.
- Już jesteś - Powiedziałam do ptaka - Wskakuj - Otworzyłam jej klatkę.
Zamknęłam ptaka i położyłam się do łóżka.
Magic Love
niedziela, 29 września 2013
sobota, 28 września 2013
Prolog.
Po raz kolejny jadę do szkoły. Cieszę się , kocham to miejsce ale tam będzie on... Harry. On i jego koledzy ze Slytherinu nie dają mi żyć. Za każdym razem liczę że będzie lepiej jednak co roku jest coraz gorzej. Z drugiej strony tak znowu zobaczę Lilly i Toma. Nie widziałam ich od dwóch miesięcy. Strasznie tęsknie.
Otrząsnęłam się z zamyślenia i położyłam ostatnią walizkę na wózek.
- Cześć mamo cześć tato - Objęłam oboje rodziców
- Będziemy tęsknić kochanie - Powiedział tata
- Ja też - Pocałowałam oboje w policzek - Kocham was
Rozpędziłam się i pchając mój wózek i wbiegłam w sam środek filaru między peronem dziewiątym a dziesiątym.
Znalazłam się pomiędzy tłumami młodych czarodziejów i czarodziejek. Na starych lekko pokrytych korozją torach stał pociąg który miał mnie zawieźć do Hogwartu.
Siedziałam na ławce przy torach śledząc wzrokiem kolejne stronice księgi z zaklęciami kiedy przysłonił mnie cień. Podniosłam głowę żeby zobaczyć kto przede mną stoi i zobaczyłam trójkę chłopaków. Harry, Louis i Zayn. Oni mnie prześladowali.
- Nasza najlepsza przyjaciółka - Powiedział ironicznie Zayn
- Daruj sobie Malik Warknęłam
- Uuu... ale cię zagasiła - Prychnęła pozostała dwójka
- Ei, Emma gdzie ty jedziesz? Chyba nie do Hogwartu? - Zaśmiał się Harry - To jest szkoła dla czarodziejów a nie dla szlam - Nie powiem zabolało
Nie odpowiedziałam nic tylko spuściłam głowę i słuchałam jak się śmieją.
- Spadaj Styles - Usłyszałam dobrze mi znany głos
Na moją twarz od razu wkradł się uśmiech. Podniosłam niepewnie głowę.
- No no to przecież nasza Lilly. Ei Emm potrzebujesz obrońcy? - Zayn uniósł brwi wysoko
- Ulotnijcie się stąd - Krzyknęła podirytowana.
- Nie traćmy czasu z tymi szlamami - Powiedział Harry podkreślając ostatnie słowo
Pochłonięci rozmową odeszli. Od razu złączyłam się z Lilly w przyjacielskim uścisku.
- Tęskniłam - Powiedziałam duszona przez przyjaciółkę
- Ja też! - Pisnęła
- No wiecie, przytulacie się beze mnie - Usłyszałam pełen wyrzutu męski głos
- Tommy! - Chłopak dołączył do nas.
Do moich uszu dobiegł sygnał że czas wsiadać. Zabrałam swoje rzeczy i razem z przyjaciółmi wsiedliśmy do pociągu i zajęliśmy wolny przedział.
Otrząsnęłam się z zamyślenia i położyłam ostatnią walizkę na wózek.
- Cześć mamo cześć tato - Objęłam oboje rodziców
- Będziemy tęsknić kochanie - Powiedział tata
- Ja też - Pocałowałam oboje w policzek - Kocham was
Rozpędziłam się i pchając mój wózek i wbiegłam w sam środek filaru między peronem dziewiątym a dziesiątym.
Znalazłam się pomiędzy tłumami młodych czarodziejów i czarodziejek. Na starych lekko pokrytych korozją torach stał pociąg który miał mnie zawieźć do Hogwartu.
Siedziałam na ławce przy torach śledząc wzrokiem kolejne stronice księgi z zaklęciami kiedy przysłonił mnie cień. Podniosłam głowę żeby zobaczyć kto przede mną stoi i zobaczyłam trójkę chłopaków. Harry, Louis i Zayn. Oni mnie prześladowali.
- Nasza najlepsza przyjaciółka - Powiedział ironicznie Zayn
- Daruj sobie Malik Warknęłam
- Uuu... ale cię zagasiła - Prychnęła pozostała dwójka
- Ei, Emma gdzie ty jedziesz? Chyba nie do Hogwartu? - Zaśmiał się Harry - To jest szkoła dla czarodziejów a nie dla szlam - Nie powiem zabolało
Nie odpowiedziałam nic tylko spuściłam głowę i słuchałam jak się śmieją.
- Spadaj Styles - Usłyszałam dobrze mi znany głos
Na moją twarz od razu wkradł się uśmiech. Podniosłam niepewnie głowę.
- No no to przecież nasza Lilly. Ei Emm potrzebujesz obrońcy? - Zayn uniósł brwi wysoko
- Ulotnijcie się stąd - Krzyknęła podirytowana.
- Nie traćmy czasu z tymi szlamami - Powiedział Harry podkreślając ostatnie słowo
Pochłonięci rozmową odeszli. Od razu złączyłam się z Lilly w przyjacielskim uścisku.
- Tęskniłam - Powiedziałam duszona przez przyjaciółkę
- Ja też! - Pisnęła
- No wiecie, przytulacie się beze mnie - Usłyszałam pełen wyrzutu męski głos
- Tommy! - Chłopak dołączył do nas.
Do moich uszu dobiegł sygnał że czas wsiadać. Zabrałam swoje rzeczy i razem z przyjaciółmi wsiedliśmy do pociągu i zajęliśmy wolny przedział.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)